Henryk Jurkowski - Ku pamięci | Wspomnienia

Penny Francis 
konsultantka ds. lalkarskich, Wielka Brytania 

Dla wielu z nas, którzy w teatr lalek weszliśmy przez bramę, jaką jest teatr żywego aktora, Henryk był mistrzem i przewodnikiem. Jego opracowania stanowiły jedne z pierwszych analiz roli sztuki lalkarskiej w teatrze. Wielu specjalistów pomija teatr lalkowy milczeniem, i to milczeniem pełnym lekceważenia raczej niż szacunku; natomiast Henryk już jako młody uczony podjął świadomą decyzję, że to właśnie tej gałęzi sztuki teatralnej poświęci swe niemałe umiejętności akademickie. Nadał w ten sposób treść i znaczenie funkcji lalkarstwa w teatrze, a także ogromnie podbudował infrastrukturę teatru lalkowego i podniósł jego status. 


International Festival of Children's Theatres, Subotica, Serbia



W latach 60. i 70. ubiegłego wieku jego obecność na wielu festiwalach wskazywała wyraźnie, że był już wówczas jednym z czołowych europejskich działaczy wspierających tę formę sztuki. Już wtedy publikował opracowania i wygłaszał wykłady, a każdy nowy członek UNIMA łatwo zauważał, że to ktoś wybitny, a przy tym lubiany i szanowany przez kolegów. 

W tym okresie niewielu brytyjskich artystów było prawdziwie zaangażowanych w teatr lalek, a że przy tym nie mieli oni żadnego wsparcia ze strony władz czy środowiska teatralnego, wszyscy z trudnością wiązali koniec z końcem. Sztuce lalkarskiej brakowało fundamentu teoretycznego, który dawno wypracowały sobie teatr dramatyczny, taniec i opera. Nie istniały na przykład prawie żadne opracowania krytyczne, analityczne czy historyczne napisane w języku angielskim. Z początku prace Henryka znałam jedynie z jego wykładów, które z wielkim urokiem wygłaszał w swej niedoskonałej, lecz doskonale zrozumiałej angielszczyźnie, oraz z kilku zaledwie artykułów. Wiedziałam jednak, że publikuje opracowania historyczne i naukowe po polsku. Wkrótce stwierdziłam, że trzeba pilnie przetłumaczyć jego pisma, ponieważ wszystkim ludziom interesującym się sztuką lalkarską, a funkcjonującym w świecie anglojęzycznym, są one koniecznie potrzebne. 

Dokonywanie przekładu to kosztowny proces, który wymaga czasu, doskonałej znajomości zarówno obu języków, jak i tematyki tekstu oraz oczywiście niewiarygodnej dokładności. Londyńskie Puppet Centre uznało, że spróbuje wydać pierwszy zbiór esejów Jurkowskiego pod tytułem Aspects of Puppet Theatre, chociaż nie mieliśmy wielkiej nadziei, że znajdziemy wydawcę oraz niezbędne fundusze. Ale naprawdę potrzebowaliśmy tych tekstów, a potrzeba jest matką wynalazków. Po jakimś czasie zdecydowaliśmy, że zrobimy tak: Henryk, nieźle znający angielski, będzie współpracował ze mną i razem opracujemy osiem wybranych esejów; on je przetłumaczy na swoją angielszczyznę, a ja wygładzę tekst i nadam mu formę przyjętą w moim ojczystym języku. 

Po około roku pracy tom Aspects of Puppet Theatre ukazał się w druku, wydany nakładem londyńskiego Puppet Centre. Paru prywatnych sponsorów, z samym Jimem Hensonem (na którego szczodrość zawsze można było liczyć) na czele, udzieliło pomocy finansowej. Książka ujrzała światło dzienne w 1988 r. na festiwalu UNIMA w Japonii. Nakład, który wynosił tysiąc egzemplarzy, w ciągu dwóch czy trzech lat wyprzedał się w całości, stając się lekturą obowiązkową w każdej nowocześnie usposobionej uczelni i szkole teatralnej. Ten sukces oraz wpływ, jaki wywierały eseje Henryka, ułatwiły znalezienie bardziej kompetentnego wydawcy. Drugie wydanie tomu, rozszerzone o kilka esejów, wyszło drukiem w 2013 r. 

Następny nasz wspólny projekt był bardziej ambitny, ale i bardziej stresujący. Trzytomowe Dzieje teatru lalek autorstwa Henryka ukazały się w języku polskim. Amerykańskie wydawnictwo Edwin Mellen Press zgłosiło projekt wydania i dystrybucji tej książki. Wszyscy byli zdania, że lepiej się sprzeda w dwóch, a nie w trzech tomach. Henryk, już obciążony obowiązkami dydaktycznymi oraz podróżami do wielu krajów, gdzie go z niecierpliwością oczekiwano, bohatersko podjął się przeredagować książkę, skracając ją o jedną trzecią w porównaniu do polskiego wydania i jednocześnie tłumacząc na angielski. Moim zadaniem znów było przystosować tekst do wymogów współczesnej angielszczyzny. Oboje wykonaliśmy tytaniczną pracę. (Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że wydawnictwo chce dostać oba tomy gotowe do powielania, strona po stronie, tak że na miejscu mieliby je tylko powielić i oprawić. To straszliwie wydłużyło prace przygotowawcze). 

Nikt, kto znał Henryka, nie zdziwi się, słysząc, że nad swoim tłumaczeniem pracował godzinami, z wielkim poświęceniem i skupieniem. A History of European Puppetry ukazała się po prawie pięciu latach pracy. Współpraca z niedoświadczonym wydawnictwem robiła się coraz trudniejsza, aż wreszcie została zerwana, ale książki się ukazały, pierwszy tom w 1992 r., a drugi w 1996 r. Wciąż można je kupić, choć są bardzo drogie (nic dziwnego, skoro tyle też kosztowały wysiłku). Pewien znany lalkarz stwierdził, że jest to „Biblia teatru lalek”. Przed drugim wydaniem książka będzie potrzebowała redakcji, ale ja nie zamierzam zgłaszać się na ochotnika! 

Po ukazaniu się A History... wspólnie opracowaliśmy jeszcze kilka esejów. Na początku XXI w. Henryk napisał fascynującą książkę o Edwardzie Gordonie Craigu, która też powinna być wydana po angielsku. Mamy wielką nadzieję, że tak się stanie, ponieważ – inaczej niż wszystkie inne jego biografie, jakie widziałam – podkreśla ona wagę lalkarstwa w życiu Craiga. 

Lata współpracy z Henrykiem Jurkowskim wspominam jako najbardziej owocny i rozwijający okres mojego życia. Jak większość osób, które go znały, żywię dlań ogromną wdzięczność. Miałam zaszczyt obcować z człowiekiem głębokiej mądrości, dobroci i nieugiętej prawości, zawsze pogodnym, a przede wszystkim szczodrze obdarowującym nas swą duchową mocą. 



Géza Balogh 
reżyser, Węgry 

Po jego książki zawsze mogę sięgnąć jednym ruchem. Stoją o tam, tuż za moimi plecami. Zawsze sprawia mi przyjemność, że są tak blisko, kiedy siadam do pisania. Nie muszę nawet wstawać od biurka. Wystarczy, że wyciągnę rękę, i mogę wziąć z półki dowolną jego książkę. I często to robię. Robię to nawet wtedy, kiedy mogłoby się wydawać, że żadnej nie potrzebuję. Po prostu dobrze jest sprawdzić, co on miał do powiedzenia na ten czy inny temat. 

Bardzo szybko zacząłem podejrzewać, że Jurkowski to czarodziej w przebraniu. Pierwsze, czego się o nim dowiedziałem, to że pracuje w polskim Ministerstwie Kultury. Przez dwadzieścia lat zręcznie ukrywał magiczną pelerynę pod skromnym urzędniczym płaszczem. Zdołał nas wszystkich oszukać. Jestem pewien, że już wtedy często używał swojej czarodziejskiej różdżki. Przez długi czas z powodzeniem wmawiał swym szefom, że jest zwykłym urzędnikiem państwowym. Prawda jest taka, że kochał lalkarstwo. A dzięki swemu czarodziejskiemu darowi potrafił jednym ruchem ręki, wyszeptanym słowem, skinieniem głowy zmieniać wszystko wokół. Świat stawał się lepszy, bardziej ludzki, bardziej oczywisty; łatwiej było żyć. 

Oczywiście jego urzędowe przebranie mogło zwieść tylko takiego naiwniaka jak ja. Może w tamtych czasach podstawowym warunkiem zatrudnienia w administracji państwowej była znajomość dziedziny, którą się dany urzędnik miał zajmować, i głębokie dla niej uczucie. Ale czy aż takie, aby dać radę pisać ważne książki, nie zaniedbując codziennych zajęć? Jasne, że nie! Jurkowski odszedł z ministerstwa wkrótce po tym, jak ukazał się pierwszy tom jego Dziejów teatru lalek. Po dwudziestu latach pracy za biurkiem przeszedł na stanowisko profesorskie. Tak rozpoczął się najważniejszy etap w jego życiu: etap działalności dydaktycznej. 

Prawdziwy pedagog rodzi się po to, aby przekazywać wiedzę, i dlatego nigdy nie przestaje uczyć. Całe jego jestestwo promieniuje nauką. Nigdy jednak nie wygłasza kategorycznych sądów. Każdy rozmówca jest dla niego równorzędnym partnerem. W ciągu wielu lat naszej znajomości dostrzegłem, że Jurkowski ma niezwykły dar: potrafi z każdym, niezależnie od sytuacji, rozmawiać jasno i zrozumiale. Nie przemawia do swoich studentów, kolegów czy współpracowników „ex cathedra”, lecz prowadzi z nimi dialog. Kiedyś – już nie pamiętam gdzie, w którym kraju – jechaliśmy gdzieś taksówką. Nasz opiekun próbował nas „zabawiać”. Po paru minutach Henryk, znudzony jałową pogawędką, zagadał do kierowcy. Zaczęli dyskusję o piłce nożnej. W chwilę potem byli już najlepszymi przyjaciółmi. Miło było przysłuchiwać się ich zaciętej dyskusji. Ważniejsze jednak, czego dowiedziałem się o niezwykłym talencie budowania kontaktów międzyludzkich, jakim charakteryzował się Jurkowski. Nikogo nie traktował z góry, zawsze skupiał się na znalezieniu wspólnego tematu. 

Jeśli zajrzymy do indeksów mniej czy bardziej doniosłych prac na temat lalkarstwa i zawodu lalkarza, zobaczymy, że pod względem częstotliwości występowania u szczytu listy są zawsze, bez wyjątków, dwa nazwiska: Siergiej Obrazcow i Henryk Jurkowski. Obaj są nie do zastąpienia. Bez nich sztuka lalkarska całego XX i XXI wieku wyglądałaby zupełnie inaczej. Dzięki swej ogromnej pracowitości Henryk Jurkowski w wieku osiemdziesięciu ośmiu lat wciąż publikował prace subtelnie reagujące na zmiany tendencji w sztuce lalkarskiej. Był największym współczesnym teoretykiem lalkarstwa. 



Nancy Lohman Staub 
konsultantka ds. lalkarskich, USA 

Zawsze będę pamiętała iskierki w oczach Henryka i jego ciepły uśmiech. Jego urok wszędzie zdobywał mu przyjaciół, a dzięki swym zdolnościom językowym był w stanie przybliżać i objaśniać sztukę lalkarską całemu światu. W ten sposób sprawił, że cieszy się ona stale rosnącym uznaniem. 

Poznałam Henryka na kongresie UNIMA w Moskwie w 1976 r. Spytałam go, gdzie się kupuje pamiątkowe znaczki pocztowe z lalkami. Odpowiedział, że nie wie, bo nie jest listonoszem. Parsknęłam śmiechem i od razu się zaprzyjaźniliśmy. Współpracowaliśmy potem przy organizacji kongresu UNIMA w Waszyngtonie w 1980 r. Podczas tego kongresu – pierwszego, który odbył się poza Europą – zgodnie postanowiono, że przy nazwiskach osób nominowanych do komitetów wykonawczych trzeba przestać zaznaczać, kto pochodzi ze Wschodu, a kto z Zachodu. Tak środowisko lalkarskie zrywało żelazną kurtynę. 

Miałam zaszczyt być członkinią pierwszego komitetu redakcyjnego World Encyclopedia of Puppetry Arts; Henryk był redaktorem naczelnym. Nigdy nie przestała mnie fascynować jego rozległa wiedza i zdolność do inspirowania współpracowników. Dzięki niemu spełniło się to wielkie marzenie UNIMA. 

Przez wiele lat Henryk był doradcą muzeum przy Center for Puppetry Arts w Atlancie w stanie Georgia (USA). Jako jego założycielka, przy ustalaniu priorytetów zakupów kierowałam się radami Henryka. Przyjemnie mi było przesyłać mu zdjęcia kolejnych galerii, jakie otwieraliśmy. 

Po raz ostatni widziałam się z nim w lipcu 2015 r. na spotkaniu Komisji Zachowania Dziedzictwa Kulturowego UNIMA w Kanadzie. Oboje byliśmy zdania, że naszą misją jest ochrona i dokumentacja tradycji lalkarskiej. W niedawno opublikowanym artykule Henryk nakłaniał lalkarzy, by realizowali misterium istnienia lalki, którego przykładem są przedstawienia w wykonaniu mistrzów tradycyjnej sztuki lalkarskiej. 

Na parę godzin przed śmiercią Henryk wysłał mi e-maila z informacją, że w roku 2015, osiemdziesiątym ósmym roku swojego życia, uczestniczył w dwóch konferencjach lalkarskich i dwóch manifestacjach politycznych, a także napisał kilkanaście artykułów i kilka tysięcy listów. Pisał: „Analizuję teorie śmierci w różnych kulturach i może coś o tym napiszę. Jak widzisz, moje zainteresowania są adekwatne do mojego wieku”. Do samego końca swego życia umiał sprawić, by każdy z jego korespondentów czuł się kimś szczególnie dla niego ważnym, a gorące uczucie, jakie żywił do sztuki lalkarskiej, było dla nas motywacją do działania. 

Kiedy go wspominamy, trudno się nie uśmiechać. 



Greta Bruggeman 
Arketal Company, Francja 

Henryk Jurkowski przysłał mi e-maila z życzeniami świątecznymi na kilka dni przed swoją śmiercią, dołączył do niego obrazek z szopką krakowską. Potem nadeszła smutna wiadomość. 

Na minionym festiwalu w Charleville-Mézières mieliśmy przyjemność oglądać go w dobrym zdrowiu. Henryk przychodził na zebrania organizowane przez Komisję Kształcenia Zawodowego UNIMA i Międzynarodowy Instytut Lalkarstwa w Charleville-Mézières. Zaproszenie do uczestnictwa otrzymał jako naukowiec, historyk, pedagog i dramatopisarz. Z przyjemnością uczestniczyliśmy w jego wykładzie na temat Ontologiczne tajemnice marionetki oraz przysłuchiwaliśmy się jego dyskusjom z młodymi lalkarzami. 

Znałam Henryka Jurkowskiego od roku 1981, czyli roku otwarcia Instytutu Lalkarstwa w Charleville- Mézières. Uczestniczyłam w pierwszym kursie prowadzonym przez Margaretę Niculescu, Henryka Jurkowskiego, Michaela Meschkego i Jana Dvořáka. Zajęcia z Henrykiem dotyczyły roli lalki w kulturze światowej prezentowanej w ujęciu antropologicznym, socjologicznym i historycznym. Poznawaliśmy sztukę lalkarską na wszystkich kontynentach i w całej Europie, od kultowych figurek po teatr współczesny. Utkwiło mi w pamięci zdanie: „Lalkarze muszą przyswajać sobie nie tylko techniki, lecz także całą związaną z nimi kulturę”. 

Uczestnicy tego pierwszego kursu pochodzili z całego świata: z Argentyny, Kolumbii, RPA, Islandii, Sri Lanki, Korei, Stanów Zjednoczonych, Polski i Francji. Po trzymiesięcznych praktykach sześcioro z nas pojechało na wycieczkę do Szwecji i Polski. Jej celem, energicznie popieranym przez Michaela Meschkego ze strony szwedzkiej i Henryka Jurkowskiego ze strony polskiej, było spotykanie lalkarzy oraz poznawanie nieznanych nam kultur. Odbyliśmy niezapomnianą podróż. Po naszym przyjeździe do Warszawy Henryk zaprosił nas do swojego domu i oprowadził po mieście, a było to jeszcze przed upadkiem muru berlińskiego. Nie tylko spotykaliśmy lalkarzy, lecz także poznawaliśmy powojenną historię; widzieliśmy pomnik getta i obserwowaliśmy niełatwą codzienność Polaków w kraju pod protektoratem Związku Radzieckiego. Pomimo wszelkich trudności, wywieźliśmy z Polski niezatarte wrażenia, wśród nich wspomnienie dobroci i życzliwości Henryka oraz nadziei na lepsze życie w lepszym świecie. 

Książki i liczne opracowania autorstwa Henryka wciąż towarzyszą nam w naszych działaniach i poszukiwaniach odpowiedzi na pytania związane z teatrem lalek. 



Dadi D. Pudumjee 
Prezydent UNIMA, Indie 

W początkach 1980 r. Henryk Jurkowski zaprosił mnie na seminarium lalkarskie organizowane przez UNIMA-Russia w Moskwie. Miał to być jeden z punktów zwrotnych w mojej karierze zawodowej jako aktora teatru lalek. Tam poznałem Marka Waszkiela, Siergieja Obrazcowa i jego teatr oraz wielu innych. To jak podczas tego seminarium Henryk zachęcał młodych lalkarzy i naukowców do pracy, było dla mnie szczególnym przeżyciem. Jak później się dowiedziałem, było to dla niego typowe; do końca swego życia potrafił natchnąć innych swoim zapałem. 

Henryka poznałem w 1976 r. Studiowałem wówczas u Michaela Meschkego w Sztokholmie. Podczas wakacji pojechałem pociągiem do Berlina Wschodniego, NRD i Polski. W drodze do Warszawy zatrzymałem się w Łodzi i tam spotkałem się z Henrykiem Rylem, Zygmuntem Smandzikiem i innymi lalkarzami. W końcu przybyłem do Warszawy i poznałem Henryka. To były inne czasy, układy polityczne bardzo się różniły od dzisiejszych, ale moje wspomnienia nie zblakły i wciąż mi towarzyszą. 

Badania naukowe Henryka oraz opracowania jego autorstwa odbiły się szerokim echem na całym świecie; niewielu jest uczonych, którzy tak dogłębnie zbadali i zrozumieli teatr lalek. Wiele czasu upłynie, nim pojawi się w naszym środowisku podobnie wnikliwy umysł. 

Mijały lata, Henryk i ja spotykaliśmy się i dyskutowaliśmy na rozmaitych forach, na festiwalach, seminariach i kongresach UNIMA; wszystkie mam zapisane w mojej księdze wspomnień. Ostatni raz widzieliśmy się we wrześniu 2015 r. na seminarium Komisji Kształcenia Zawodowego UNIMA w Charleville-Mézières. Henryk znowu w charakterystyczny dla siebie, niezapomniany sposób podsuwał swoje komentarze i zachęcał wielu z nas do pracy – nie wspominając o ostrej krytyce tego, z czym się nie zgadzał... 

Jednego z festiwalowych wieczorów wracałem po ostatnim pokazie, zobaczyłem Henryka, który szedł samotnie – on też wracał do siebie. Kropił deszcz. Byłem po drugiej stronie ulicy, nieco z tyłu. Chciałem się przywitać i życzyć mu dobrej nocy... Ale uznałem, że nie będę przeszkadzał, bo wydawał się pogrążony w rozmyślaniach. Ogarnęło mnie uczucie dziwnej melancholii, jak gdybym się z nim właśnie pożegnał. Parę miesięcy później okazało się, że tak było rzeczywiście. 

Mogę tylko dodać, że dla każdego, kto miał okazję poznać profesora Henryka Jurkowskiego, kontakt z nim był zaszczytem i błogosławieństwem. 

Spoczywaj w pokoju, drogi H.J. 

Gdziekolwiek jesteś, pozostaniesz naszym przewodnikiem.



Nina Malíková 
krytyk teatralny, Czechy 

Znałam Henryka dziesiątki lat – spotykaliśmy się na kongresach UNIMA, wielu festiwalach lalkarskich w Czechach i na świecie, podczas wykładów w szkole praskiej i wieloletniej jego współpracy z „Loutkařem” – a wydaje mi się, jakby to była chwila. Niecodzienny był związek Henryka Jurkowskiego z czeskim lalkarstwem: był wnikliwym, bacznym obserwatorem kolejnych realizacji Teatru Drak, a w szczególności twórczości Josefa Krofty i jego wkładu w światowe lalkarstwo. Wielką uwagą obdarzał także Karla Makonja, którego teoretyczne szkice i reżyserskie prace popularyzował. Nie mogę też sobie wyobrazić czasopisma „Loutkař” bez udziału i tekstów Henryka. 

Ze wszystkich licznych spotkań w pamięci utkwiło mi szczególnie ostatnie, w lipcu 2015 roku w kanadyjskim Saguenay, kiedy jeszcze nie wiedziałam, że będzie naszym ostatnim. 

Henryk był w doskonałej formie, żartował, że w domu wszystko go boli, a tu raptem minęły wszelkie dolegliwości. Oglądał wszystkie spektakle, pokonywał codzienne trasy pomiędzy Saguenay, Jonquière i Chicoutimi, brał udział w trwających od rana do późnej nocy dyskusjach. Pewnego razu, w przerwie między przedstawieniami, siedzieliśmy w słońcu nad rzeką i rozmawialiśmy o tym, co nam może przynieść przyszłość. Zapytałam, co jest teraz dla niego najbardziej interesujące. „Ludzie – odpowiedział. – Tyle lat zajmowałem się lalkami, a teraz najbardziej interesują mnie ludzie”. 

Wszystkich nas, którzy spędzaliśmy wspólny tydzień w Kanadzie, Henryk obdarował tym, co było dla niego najbardziej typowe: osobistym urokiem, humorem, umiejętnością słuchania, dzielenia się wiedzą, doradzania. Był człowiekiem o otwartym sercu, dowcipnym, taktownym, uważnym. Na oficjalnym spotkaniu zorganizowanym na jego część w Saguenay publicznie podziękował teatrowi lalek, który wypełnił całe jego życie.

Nie wiem, jak wiele każdy z nas nosi w sobie smutków i zmartwień, ale wiem, że każdego z nas Henryk pocieszał i jak słońce ogrzewał. 

Dziękuję, Henryku – w imieniu czeskich lalkarzy i w swoim własnym. 



Nobuko Tamaki 
Puppet Theatre PUK, Japonia 

Niewiele razy spotkałem się z Henrykiem osobiście. Wiele lat temu miałem zaszczyt służyć mu za przewodnika po moim rodzinnym kraju. Na mojej półce z książkami wciąż stoi mały ceramiczny pingwin, którego mi wtedy podarował. Pamiętam, jak Henryk żartował: „Uważam, że jest pocieszny, podoba mi się i nie ma nic wspólnego z lalkarstwem”. W grudniu ubiegłego roku tłumaczyłem dwa eseje, które Henryk był tak dobry nadesłać do mającego się ukazać rocznika UNIMA-Japan. Zapoznawanie się z jego myślami i refleksjami było dla mnie, jak zwykle zresztą, wielkim i radosnym wyzwaniem. Podkreślał ideę „żywotności” w sztuce lalkarskiej. Dla nas, tutaj w Azji, europejski teatr lalkowy jest niezwykły i inspirujący. Henryk ukazał nam jego historię i rozwój; jego punkt widzenia zawsze był dla nas źródłem natchnienia i pomagał zbliżać się do istoty lalkarstwa, która, jak się wydaje, jest jednaka na całym świecie. Treść jego nowych esejów była dla mnie niezwykle ekscytująca; czułem, że Henryk stoi tuż obok nas, aby nam służyć za przewodnika. Teraz brakuje mi naszego wielkiego mentora, lecz czuję, że wciąż jest w pobliżu, prowadzi nas i pomaga. 



Fumiko Matsuzawa 
Sekretarz Generalny UNIMA- Japan 

Profesora Jurkowskiego poznałam około trzydziestu lat temu na którymś z festiwali lalkowych w Europie. Pracowałam wówczas jako producentka i zapraszałam europejskie teatry lalkowe na występy w Japonii. Pamiętam, że interesowało mnie po prostu, żeby znaleźć jakieś ciekawe europejskie sztuki dla teatru lalek i przedstawić je japońskiej widowni. 

I wtedy, w 1979 r., profesor przyjechał do Japonii. Chodziłam na jego wykłady o sztuce lalkarskiej, urzeczona tym, do jakiego stopnia poświecił się badaniu tej gałęzi. Jednocześnie z żalem zdałam sobie sprawę, jak bardzo ograniczona była moja wiedza o lalkarstwie. Ale on przywrócił mi spokój. Kiedy moją marną angielszczyzną opowiadałam mu, co robię, wysłuchał mnie cierpliwie i odpowiedział, że ktoś, kto sprowadza zagraniczne teatry lalkowe do Japonii, wykonuje pracę, która dla lalkarstwa jest ważna i cenna. Te jego słowa stały się dla mnie skarbem. Wciąż też z czułością wspominam, jak przyjaźnie i z troską na mnie patrzył, kiedy mi to mówił. 

Przyjmijcie, proszę, moje najszczersze kondolencje. 



Tamiko Onagi 
Prezydentka Komisji Kobiecej UNIMA, Japonia 

W 2003 r., po dłuższym okresie milczenia, przyszedł do mnie e-mail od Profesora Jurkowskiego. Profesor pytał, czy istnieją w literaturze japońskiej jakieś utwory dotyczące lalkarstwa, które mogłyby ilustrować interesujące aspekty tej sztuki. Wtedy nie byłam w stanie wymyślić żadnych przykładów. Jednakże mniej więcej rok później natrafiłam na recenzję powieści Junichiro Tanizakiego Some Prefer Nettles. Uznałam, że to może być jeden z takich utworów, więc zamówiłam tę książkę w angielskim tłumaczeniu i wysłałam ją Profesorowi. Bardzo mu się podobała. Od tego czasu często wymienialiśmy e-maile. 

Profesor często pytał o wiadomości i wszelkie nowiny dotyczące rozwoju sztuki lalkarskiej w Azji. Prosił mnie też o współpracę przy jednym z tematów jego „piętrzących się badań sztuki lalkarskiej”. 

Zawsze miałam wiele podziwu i szacunku dla jego naukowego podejścia przy badaniu sztuki lalkarskiej. Profesor był jej prawdziwym entuzjastą, wiecznie młodym spiritus movens lalkarstwa. Z czułością wspominam też, jak uroczo się uśmiechał, wzruszając jednocześnie ramionami. Był dla mnie największym lalkarskim mistrzem. 

Dziękuję, Henryku! 



Lucyna Kozień 
Redaktor naczelna „Teatru Lalek” 

Za kilka dni mieliśmy się spotkać u Profesora, na kolegium redakcyjnym „Teatru Lalek”. Henryk Jurkowski dla nas wszystkich był autorytetem w teatralnych i naukowych kwestiach, a był też niezwykle towarzyski i otwarty na ludzi: lubił dzielić się nie tylko wiedzą, ale i sobą. Często zapraszał do swojego gościnnego domu na rozmowy poważne, a także na pogawędki przy kawie i winie. Ciepły, uważny, dowcipny, był świetnym rozmówcą – umiał słuchać i trafnie puentować. Swą osobowością sprawiał, że nawet „robocze” spotkania nabierały wyjątkowego charakteru. 

Znałam Henryka Jurkowskiego wiele, wiele lat. Całe moje zawodowe, teatralne, redakcyjne życie to też niezliczone rozmowy i spotkania z Profesorem, przy różnych teatralnych i osobistych okazjach. Zawsze ciekaw kolejnych etapów pracy i życia, życzliwy, skory – gdyby było trzeba – do pomocy. Swoistym dystansem, żartem i celną ripostą rozwiewał dylematy i taktownie przywracał sprawom ich właściwy wymiar. Mentor i Przyjaciel. Takim Go będę pamiętać. 

Ale ze wszystkich niezliczonych spotkań i rozmów z Henrykiem Jurkowskim jedno poruszyło mnie do głębi, okazało się szczególnie wyjątkowe i pozostało w pamięci do dziś. Było to dawno temu. Wracaliśmy razem z Gdańska do Warszawy, długą podróż pociągiem skracając sobie kawą w wagonie Warsu. Nie wiem już, jak to się stało, że rozmowa dotknęła powstania warszawskiego. Henryk Jurkowski był żołnierzem Armii Krajowej, od pierwszych dni brał udział w powstaniu warszawskim w kompanii harcerskiej batalionu Gustaw. Ranny po wybuchu czołgu-pułapki (przeżył jako jedyny z plutonu!) znalazł się, całkowicie unieruchomiony, w szpitalu bombardowanym nocą przez Niemców. Pamiętam bardzo wyraźnie jego opowieść o tej nocy, o absolutnej samotności i niemożności zrobienia czegokolwiek w obliczu największego zagrożenia. I o nieoczekiwanym wybawieniu – dzielnej sanitariuszce, dzięki której młody chłopiec przetrwał straszną noc. Po latach, w bardzo osobistej książce Henryka Jurkowskiego Moje romanse z Ojczyzną (wydanej w 2012 r.) odnalazłam wspomnienie tej nocy – kilka lakonicznych zdań... 

Ale dla mnie niezwykła była nie tyle sama, dramatyczna, opowieść, ile sposób opowiadania Henryka o powstaniu – jego przemyślenia, oceny, stosunek do tych dla nas wszystkich istotnych historycznych wydarzeń. Ta rozmowa była dla mnie, dorosłej już przecież osoby i sporo o naszej historii wiedzącej, czymś znacznie ważniejszym niż tomy przeczytanych książek i obejrzanych filmów... 

Henryk Jurkowski odszedł nieoczekiwanie 3 stycznia 2016 roku, tuż przed swoimi 89 urodzinami. 

Odszedł pięknie – z książką w ręku... 

Będziemy go pamiętać.



Nowszy post Starszy post Strona główna