Artykuły

Kundacja Analog powstała w 2019 roku. Założyli ją aktorzy związani z warszawskim Teatrem Baj: Malwina Czekaj, Izabela Zachowicz i Marek Zimakiewicz przy okazji wspólnej pracy nad przedstawieniem Minutka, a wkrótce dołączyli do nich Elżbieta Chowaniec i Miłosz Konieczny. Do tej pory grupa zrealizowała dwa spektakle: Instrukcja obsługi i Ludzie Psy oraz projekt Paralele. Ten ostatni został przygotowany w ramach programu Kultura w sieci i wpisuje się w szereg inicjatyw służących rozwojowi teatru formy, których coraz więcej pojawia się w ostatnich latach. 

Marek Zimakiewicz, Wizjer | Peephole | fot. Fundacja Analog

Kilka razy zaczynałam ten tekst, kilka słów wspomnień o jego teatrze, o sposobie pracy, pojmowaniu teatru i przenoszeniu myśli na scenę. Kilka razy zaczynałam i wyrzucałam do kosza, bo słowa wydawały się zbyt banalne, nieważne, nic niewnoszące. Jak się bowiem zmierzyć z takim autorytetem, człowiekiem, który tak mocno odcisnął piętno na teatrze lalek, teatrze animacji i na moim widzeniu teatru. 

fot. Archiwum

W ciągu ostatnich dekad droga wielu lalkarzy do uprawiania zawodu prowadzi przez studia lalkarskie, ale to wciąż tylko jedna z możliwości. W Europie Centralnej w zasadzie podstawowa, odkąd 70 lat temu – w odpowiedzi na coraz gęstszą sieć zawodowych stałych teatrów – zaczęło się rozwijać szkolnictwo teatralne w tej dyscyplinie i wyraźnie sprofilowane specjalności: aktorska, reżysersko-dramaturgiczna, scenograficzna, technologiczna. Na świecie ciągle jeszcze wielu artystów odkrywa lalki inaczej. Dochodzą do nich, praktykując inne dyscypliny artystyczne, uczestnicząc w rozmaitych warsztatach, spotkaniach z lalkarskimi mistrzami, powoli budując własny świat, uwzględniający różne aspekty funkcjonowania tej sztuki i któregoś dnia decydują, że sztuka lalkarska najbardziej odpowiada ich oczekiwaniom. Bycie lalkarzem – to wybór, nie przypadek. 

Bękart! | Bastard! | Duda Paiva Company, 2011 | fot. J. Ivanc, arch. Duda Paiva 

Katarzyna Krajewska: Kiedy myślę o twoich sztukach dla dzieci, moim pierwszym skojarzeniem jest to, że one są przede wszystkim bardzo zabawne. Oczywiście są w nich momenty serio, i o tym za chwilę, ale to śmiech jest na pierwszym planie. Używasz komizmu jako narzędzia, żeby osiągnąć jakiś cel, czy też ma on dla ciebie wartość samą w sobie? 
Maria Wojtyszko: Używam komizmu, bo uważam, że to najłatwiejsza droga, żeby dotrzeć do widza. A taki już mam charakter, że wolę docierać do ludzi przez śmiech niż na przykład przez manipulację czy straszenie. Widz – dorosły czy dziecko – rozbawiony, śmiejący się, już jest na pokładzie mojego statku i mogę go zabrać w podróż. W ogóle uważam, że takie zabieranie na pokład to jedno z największych wyzwań dla twórców teatralnych. Widziałam ostatnio bardzo przyzwoity spektakl, zrobiony przez reżysera, którego lubię i na podstawie interesującego dramatu, tyle że realizatorzy najwidoczniej nie znaleźli wytrychu do emocji widowni, bo wszyscy obejrzeliśmy przedstawienie, kiwając głowami, że w porządku... ale nic nam to nie zrobiło.  

Maria Wojtyszko | fot. Jakub Krofta

Nie ulega wątpliwości, że żyjemy w erze cyfrowej. Technologia wkracza w nasze codzienne życie w zawrotnym tempie. Z dnia na dzień rodzą się nowe struktury. Nowe światy. Nowe rzeczywistości. Teatr lalek od zarania dziejów stanowił zwierciadło człowieka – jego kondycji duchowej, moralnej i intelektualnej. Sztuka lalkarska zaczyna domagać się uaktualnienia cyfrowego, by nie zostać w tyle i towarzyszyć człowiekowi w nowej erze. Żąda nowego języka. Jakie zatem możliwości wyrazu, których nigdy nie zaoferuje „analogowy” teatr lalek, przynosi ze sobą rozszerzenie cyfrowe? Co wyrazi na scenie robot ze sztuczną inteligencją, czego nie wyrazi żywy aktor, drewniana marionetka albo zardzewiała konewka? 

Teatr Robotyczny | Centrum Nauki Kopernik | fot. Albert Zawada

Wilki są dla mnie leitmotivem 2020 roku – pojawiły się w lockdownie wraz z głęboko zapadającym w pamięć kryminalnym reportażem Larsa Berge Dobry wilk. Tragedia w szwedzkim zoo i potem wracały wielokrotnie w różny sposób. Pod patronatem tych zwierząt – wyrażonym hasłem „Mamy Wilka!” – odbyła się tegoroczna, trzecia już, edycja LasFestu; pierwsza, którą w całości spędziłam w Solnikach, z powodu zresztą zupełnie nieoczywistego i prozaicznego: mój mąż organizował w jego ramach pokaz filmów krótkometrażowych. 

Grupa Coincidentia "Straszka pospolita" | fot M. Strokowski