Artykuły

Z Merapi, położonym na północ od Yogyakarty jednym z najbardziej aktywnych wulkanów na świecie – którego ostatnia duża erupcja na przełomie października i listopada 2010 roku spowodowała ogromne zniszczenia i śmierć kilkuset ludzi – wiąże się wiele podań i wierzeń. Według Jawajczyków w jego wnętrzu znajduje się królestwo duchów, które w symboliczny sposób połączone jest z Kratonem, czyli siedzibą sułtana Yogyakarty, oraz z Nyi Roro Kidul, królową oceanu, boginią i mityczną żoną jawajskich władców. Naruszenie delikatnej równowagi między tymi trzema ośrodkami władzy może wywołać gniew bogów, a w konsekwencji doprowadzić do katastrofy – wybuchu wulkanu, trzęsienia ziemi lub tsunami.


Cosmicpollutant Komunitas | Sakatoya Yogyakarta 2019 | fot. Marianna Lis


W cyklu „Nowi dramatopisarze” tym razem Magdalena Mrozińska, ceniona autorka literatury dla dzieci, w tym dramatów wyróżnianych i nagradzanych w poznańskim Konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży. Warto podkreślić, że w każdym odcinku niniejszego cyklu pojawia się ten wielce zasłużony konkurs oraz wydawana przez Centrum Sztuki Dziecka seria wydawnicza „Nowe Sztuki dla Dzieci i Młodzieży”. Tym razem również sięgniemy do kilku zeszytów.


Magdalena Mrozińska | fot. Emilia Łapko

Wszystko zaczęło się 60 lat temu. 24 lipca 1961 roku w Łodzi, w Teatrze Arlekin, odbył się Zjazd Założycielski POLUNIMA. Ponad pół wieku temu 33 przedstawicieli środowiska lalkarskiego powołało do życia organizację, która będąc częścią światowej UNIMA, za główne zadanie postawiła sobie popularyzację i rozpowszechnianie dorobku teoretycznego lalkarzy całego świata oraz tworzenie atmosfery umożliwiającej współpracę zawodowców i amatorów w Polsce. Nie byłoby to możliwe bez osobowości takich, jak m.in. Jan Izydor Sztaudynger, Henryk Ryl, Henryk Jurkowski, Krystyna Mazur, Krzysztof Niesiołowski czy Stanisław Ochmański. W tamtym czasie wszystko wyglądało inaczej. Nie było wydawnictw popularyzujących teatr lalek, nie było szkół teatralnych zajmujących się naszą profesją, nie było dramaturgii, recenzentów... Była za to grupa idealistów, która chciała poświęcić swoje życie budowaniu lepszej przyszłości dla tej niszowej, ale pięknej i wyjątkowej sztuki.


Kadr z filmu POLUNIMA


Dusza z ciała wyleciała. I tyle. I tyle tylko ze znanego (może niewielu) przekazu. Dalej jest już o rzewnym płaczu, a ja chcę mówić o duszy wylatującej z radości. Jeszcze doczesnej. Bo zobaczyłem ją – tę duszę i tę radość – jako jedno i to samo. Albo – jedną i tę samą. Przekonany, że i dusza, i radość nie są zaledwie tylko moje.


Ja, Bałwan | Teatr Animacji, Poznań | fot. J. Wittchen

Aldona Szczygieł-Kaszuba: Od Twojego scenograficznego debiutu w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie minęło 14 lat. Czy postrzegasz swoją pracę w teatrze jako drogę?

Marika Wojciechowska: Sadzę, że metafora drogi jest trafna. Kiedy zaczynałam pracę w teatrze, perspektywa krajobrazu teatralnego była zupełnie inna. Wszystko było niewyraźne, bo nowe i nieznane. Nadal nie wiem, dokąd prowadzi, ale póki ta podróż trwa i zaskakuje spotkaniami, pozwalam sobie iść naprzód. Na początku wystarczało mi, że robię fajne rzeczy, że mogę pobawić się formą, stworzyć coś surrealnego. Coś naszkicuję, a potem ludzie to wykonają i finalnie zaistnieje to w przestrzeni sceny. Ale dość szybko uświadomiłam sobie, że jestem bardziej kreatywna i mam większą satysfakcję, jeżeli opowiadam jakąś historię, która jest dla mnie ważna, a w tekście i pod nim mogę szukać głębszego przesłania. Robiłam wtedy głównie przedstawienia dla dzieci. Zanim trafiłam na reżyserów, którzy podobnie do mnie myślą i mają podobną wrażliwość, konfrontowałam się z różnymi estetykami i koncepcjami.


Marika Wojciechowska | fot. Archiwum


Jak rzeźbą przebić niebo? (...) Może się to komuś uda, jeżeli obłaskawi i spoufali się z żywiołem ognia, wody, ziemi i powietrza. Jeżeli mimo mentalności człowieka XX wieku – spojrzy w lustro i stać go będzie na dziecięce zdumienie na widok tak magicznego przedmiotu, i jeżeli zrozumie, że fantazja to uskrzydlona mądrość [1].


Płonące ptaki | Ze zbiorów slajdów | W. Hasior, Muzeum Tatrzańskie Zakopane