Dziobem w sedno | Helen Marek

Dobra sztuka plus dobry teatr muszą prowadzić do sukcesu. Historia opowiedziana przez Malinę Prześlugę w utworze Dziób w dziób ma doskonałą konstrukcję, wyraźną linię zdarzeń, dramatyczny konflikt, emocjonujące momenty, głęboki sens i wiele dowcipu. Czworo podwórkowych gołębi stanowi zgraną bandę i – jak to bandy – celebruje swoje zawołania i obrzędy (silnie uwspółcześnione), mocno trzyma się razem, upaja wyższością wobec innych stworzeń i wzbiera agresją wobec rzeczywistych i urojonych przeciwników. Pogardzany mały wróbel Przemek (znakomity Krzysztof Parda) chce dołączyć do bandy, by nie być samotnym – i tak zawiązuje się konflikt oraz ciąg perypetii. Świetne pióro autorki kreśli wyraziste i zróżnicowane portrety psychologiczne każdej z postaci, od zapiekłego doktrynera, po naiwnego poczciwca. W ten sposób udaje się wiele powiedzieć o takich sprawach, jak socjologiczny mechanizm działania zamkniętej grupy (bandy, gangu, partii, narodu, wyznania, sekty – co kto woli), źródła przemocy, kompensacyjny charakter aktów agresji, ciemna strona pojęć w rodzaju „honor”, „wierność” czy „zdrada”.

fot. P. Frąckiewicz
Głupota i zło zostają przez autorkę obnażone i skompromitowane, ale w szlachetny sposób, bowiem nawet najgorsza postać doznaje swoistego katharsis: rozgrzeszenie nie ma jednak kontekstu ckliwie edukacyjnego, a wszystko dobrze się kończy bez domieszki trującej nienawiści nawet wobec czarnego charakteru.

Dachy bloków i parapety okienne przywołują naturalne środowisko gołębi, ale scenografia ma też ambicje alegoryczne. Wielofunkcyjny stół/schron jest od frontu udekorowany kasetonami z wizerunkami takich przedmiotów, jak parasol, konewka, kij bejsbolowy itp., których znaczenie zostaje wyjaśnione w programie przedstawienia (np. „Grabie: grabież, czyli zagrabianie rzeczywistości, symboli, myśli, ludzi”), ale nie w spektaklu. Troszkę tu ukrytej wolnomularskiej – choć współczesnej – ideologii.

Na scenie dominuje żywy plan, choć każda postać ma też swój lalkowy odpowiednik. Gołębie i wróbelek to raczej emblematy niż lalki teatralne, bowiem ich animacja jest bardzo ograniczona. Wyjątek stanowi ogromna figura kota – przerażająca, ekspresyjna i pokazująca skalę przeciwnika, jeżdżąca na postumencie i animowana przez parę osób. Jej siła wyrazu przypomina, jak wiele potrafi lalka, niesłusznie w wielu teatrach lalek wypierana ze sceny przez żywy plan. Wspólna reżysersko-plastyczna koncepcja spektaklu uzyskuje wiele siły dzięki scenograficznemu profesjonalizmowi: w kolorystyce (np. kostiumów), w proporcjach, w rozczłonkowaniu obrazu. Mimowolnie przypominają się rozwiązania zastosowane przed laty w londyńskim War Horse: subtelne projekcje miejsc akcji na wiszących nad sceną elementach scenograficznych czy sposób animacji kota. Swoją drogą, ten znakomity pomysł w teatrze lalek mógłby uzyskać jeszcze lepszą realizację i poprzez precyzyjniejszą konstrukcję kota, i doskonalszą animację. Ale... i tak jest się czym nazachwycać.

Aktorzy grają chwilami nadekspresyjnie, choć silne środki wyrazu pasują do zacietrzewionych ptaków. Całą skalę od złości do liryzmu wykorzystuje tryskająca energią Dominika Miękus – gołębica Mariola (zupełnie niepodobna do „gołąbka pokoju”). Podwójność aktorsko-lalkowych postaci bywa rozpraszająca, jak np. w scenach z kocicą Dolores (Edyta Łukaszewicz- -Lisowska), gdy równolegle (ale oddzielnie) toczy się gra aktorki i olbrzymiej lalki. Kiedy indziej bywa chwytem komediowym, jak np. w scenie, gdy aktorka głaszcze i łaskocze lalkowego wróbelka, zaś dalej siedzący aktor reaguje chichotem, jakby to jego łaskotano. Swoista nadekspresja aktorska nie powinna ograniczać słyszalności tekstu, skoro jednak aż tyle ważnych rzeczy twórcy chcą – i słusznie – powiedzieć. Zwłaszcza – korzystając z mikroportów (te zawsze w teatrze budzą wątpliwości).

Różne efekty dźwiękowe i muzyczne są w przedstawieniu wykonywane na żywo, zaś oprócz nich rozbrzmiewa nagranie Bolera Ravela, porywające słuchaczy zawsze i wszędzie, a w tym przypadku zapowiadające wzrastające napięcie, które musi doprowadzić do wybuchu (o Ravelu w programie zapomniano zupełnie, choć to jego muzykę wynosi się ze spektaklu). W ten sposób zostaje wzmocniony dramatyzm przedstawienia, zwłaszcza w wątkach sensacyjno- detektywistycznych (kto zabił jednego z gołębi? czy wróbel uniknie śmierci w paszczy kocicy?).

Wszyscy widzowie śledzą akcję z zainteresowaniem, śmieją się z dowcipów i wzruszają losem Wróbelka, a przy okazji dostają wiele tematów do przemyślenia – każdy odpowiednio do swojego wieku. Działacze wszystkich partii i związków, zajrzyjcie może do Baja Pomorskiego! Zobaczycie siebie samych!


Dziób w dziób, Malina Prześluga. Reżyseria i inscenizacja Zbigniew Lisowski, scenografia Dariusz Panas, muzyka Mateusz Jagielski. Teatr Baj Pomorski, Toruń. Premiera czerwiec 2013.

Nowszy post Starszy post Strona główna